Czyli… Opowieści toaletowe

 

 

 

Stwierdzam, że pisanie pozytywnych historii jakoś specjalnie mi nie wychodzi… . Przyznam, że mam w sobie coś z odważnego reportera- lubię się czepić trudnych tematów.

 

Dziś postanowiłam rozprawić się z mokrym i jakże śmierdzącym problemem polskich toalet.

 

Przejdźmy do sedna…  . Jak wiadomo każdy siusia, także kupkę musi robić, ale myślę, że dorosły człowiek ( ba!! już nawet kilkuletnie dziecko wie)powinien wiedzieć jak cała ta procedura wygląda, co i jak powinno się zrobić. Niestety odwiedzając (będąc zmuszona do skorzystania)mniej lub bardziej publiczne toalety utwierdzam się w przekonaniu, że my dorośli ludzie nie wiemy jak to powinno się robić. Najbardziej popularne to: zalane moczem (i nie tylko) toalety, nie spłukane bądź rozrzucone po podłodze papiery toaletowe ( bądź o zgrozo coś lepszego…), rzucone byle jak środki higieniczne. A są jeszcze inne- hardcorowe.

 

Ze smutkiem (albo i z dumą) stwierdzam, że my kobiety wcale nie jesteśmy w tym gorsze. Choć akurat zalewanie toalet jest przeważnie wyczynem panów.

Śmieszne jest to, że my tacy nowocześni ludzie- mamy smartphony, perfumujemy się la perfum by Dżordżo Bordżo, zajmujemy poważne stanowiska w pracy a zostawiamy po sobie smród, brud i ubóstwo… .

 

Trudno tu nie opisać sytuacji z życia wziętej. Pracuję w budynku, w którym na jedną toaletę przypada ok. 12 osób. Pani sprzątająca czyści toaletę raz w tygodniu. W sumie to rzadko biorąc pod uwagę to, że dziennie te osoby korzystają z toalety średnio 2 razy w dniu. No ok, może się zabrudzić… Ale przykro mi się robi, gdy widzę jak ta kobieta posprząta, a już 20 minut potem podłoga koło sedesu jest cała w urynach. Zero poszanowania cudzej pracy. Wiadomo nabrudzić się zdarza każdemu, ale jakby tak się troszkę schylić i posprzątać po sobie.. chyba korona z główki nie spadnie.

 

Odkryłam sprawcę tego występku… . Ciekawe jak ma u siebie w domu. A może wyznaje zasadę, że skoro jest tzw. „sprzątaczka” to jej obowiązkiem jest ścieranie uryn tejże osoby? A może ta osoba ma jakiś problem natury yyeee zdrowotnej? A może się mu rączki trzęsą? A może za bardzo przecenia długość swojego instrumentu ? Pytań jest wiele.

 

Kiedyś za każdym razem ścierałam to chusteczką.. raz że nie chciałam, żeby ktoś pomyślał, że to ja, a dwa nie chciałam deptać po jakiś urynach i coraz bardziej trenować narciarstwo toaletowe :-P . Wkurzyłam się i zaprzestałam. Wiadomo świadczy to o kulturze danego osobnika, ale trzeba przyznać, że chyba wielu ludziom jej brakuje… . Równie ważne jest to, że takie zachowania powodują, że bakterie i fekalia rozprzestrzeniają się niezwykle szybko i łatwo.

 

Dla niektórych temat może wydawać się błahy. Ja jestem zdania, że jest to ewidentny problem i trudno go nie zauważyć.
Skoro wymagamy czystość od innych to zachowujmy ją sami.

 

A może jednak powinno się umieszczać ustawowo w każdych toaletach takie oto tabliczki  :lol: :

 

A wy co myślicie o tym? Czekam na komentarze, pozdrawiam ;-)

 

 

 

 

Taką oto zabawną instrukcję (trochę z przymrużeniem oka) znalazłam na stronce http://lolx.pl/