Wpis jest nie co w żartobliwym tonie, aczkolwiek porusza dość jak dla mnie poważny problem: o wychowaniu i jego zgubnych skutkach, o młodości, bezmyślności i braku szacunku do własnej osoby. Historia którą opowiem dotyczy mojej koleżanki z lat szkolnych, nie będę ujawniać jej prawdziwego imienia, ale dla wygody nazwę ją Anka. Takie dość popularne, także nikt się nie domyśli o kim mowa :)

 

Anka była bardzo dobrą uczennicą z bogatego domu. Wzorowa nauka, zachowanie. Jej rodzice wiedzieli, że mogą jej zaufać, że na pewno jest ODPOWIEDZIALNA. Za kumplowałyśmy się pod koniec gimnazjum.Miała kompleksy. Pamiętam jak w gimnazjum zawsze mówiła, że chłopaki ją nie interesują, żartowała wraz z drugą jej wtedy psiapsiółką D, że co najwyżej kolesi to one mogą wykastrować. W sumie wspominając tamte czasy trochę miała racji. Dokuczali jej( była przy kości), to nie dziwne, że ich nie znosiła. W tamtym okresie strasznie zauroczyłam się muzyką klubową. Starsze siostry mnie wkręciły w klimat dyskotek. Tak więc od czasu do czasu zabierały mnie ze sobą. Jednak one z czasem wyleczyły się z tej głupoty ( tak to była głupota)a mnie jeszcze chwilę nie opuszczała. Nie miałam z kim pójść, więc wciągnęłam w to Ankę… .Jej matka nie była zadowolona. Czułam, że uważa, że jestem zepsutą osobą. Choć nie znała swojego dziecka… .

 

Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że byłyśmy naprawdę grzeczne. Nie piłyśmy, nie ćpałyśmy, nie oddawałyśmy się uciechom w toaletach z obcymi kolesiami. Po prostu chodziłyśmy dla muzyki i żeby potańczyć.Moja fascynacja „nocnym życiem” szybko się skończyła. Jednak dla Anki tak nie było, ona rozsmakowała się w wolności. W końcu hormony tak jak większości w tym wieku buzowały, miała dość trzymania pod kloszem, nauki i pomocy w dużym gospodarstwie. Doszło do tego, że zaczęła chodzić sama… a matkę kłamała, że zostaje u mnie. Imponowali jej dużo starsi faceci, uwielbiała ich kusić rozmową i zachowaniem potwierdzając tym samym swą atrakcyjność i lecząc kompleksy, które nagromadziła w gimnazjum. Dla niej wtedy 18-latki facet po 30 to ideał, który wie co to życie i na pewno jest mądrzejszy niż rówieśnik, ma doświadczenie…Fakt nie wyglądała na swoje lata, lecz na dużo starszą. Wyjechała na studia. Zaczęły się więc flirty, imprezy w akademiku i itp.W jej głowie zrodziła się myśl, że faceta trzeba wykorzystać, że nie można się zakochać. Na praktykach, w pewną letnią noc w myśl swojej zasady postanowiła, że straci dziewictwo z facetem, którego znała .. pół dnia. Ciotka przepisała jej tabletki.Gdy pytałam czy się nie boi,że ją czymś zarazi.. odparła: „nie jestem głupia.. nie powiem mu, że zażywam tabletki, każe mu użyć prezerwatyw”. I tak zaczęły się przygody w myśl zasady, że wolność jest najważniejsza i że to ONA będzie ich wykorzystywać nie oni ją… .

 

Oceńcie sami, kto tu był naprawdę wykorzystywany?? Czasami wspominając ją czuję się winna, że to moja wina, że ją trochę w to wkręciłam…Ale przecież nie namawiałam ją do rozwiązłego życia, to spania z pierwszym lepszym facetem…bo sama takie potępiam. Sama wybrała sobie taką drogę… Kto tu zawinił? A może matka, która tak naprawdę nie znała swojego dziecka, które miało dwie twarze? Po raz kolejny mam dowód na to jak ważna jest rozmowa rodziców z dzieckiem, zainteresowanie w to co robi dziecko. Nasuwa mi się także myśl, że my kobiety domagamy się szacunku od mężczyzn, a same wobec siebie go nie mamy. Ciało traktujemy jako kartę przetargową…

 

 

Obecnie nasz kontakt się urwał. Anka miała taki charakter, że zachłystywała się nowymi znajomościami zapominając o starych… . Ja mam inne priorytety, ona inne. Mimo to była bardzo fajna. Spędziłam wiele fajnych i zabawnych chwil kumplując się z nią.