Robiąc  podsumowanie swoich ostatnich lat życia nie pamiętam kiedy święta były dla mnie magiczne ( a co to właściwie znaczy ??- no kiedyś np.myślałam, że chomik się do mnie odezwie jak mu dam opłatek..). No może wtedy gdy byłam bardzo, małym dzieckiem i gdy na wigilię zjawiała się moja ukochana babcia, która zarażała swoim spokojem i była po prostu taka kochana. Po śmierci babci święta w mojej rodzinie nie były już takie same… .

 

Wydaje mi się, że wielu ludzi ma podobne odczucia. Podejrzewam, że gdyby nie media i sklepy, które zalały nas świątecznym klimatem już po 2 listopada to niewielu z nas w ogóle by się zorientowało, że to już święta. Święta w swojej rodzinie zapamiętałam jako nerwy, że znów trzeba wydać pieniądze, a to prawie koniec miesiąca, że znów nie wiadomo co na tą wigilię zrobić,nerwy, złości, a potem życzenia z osobami z którymi nie dawno skakało się sobie do gardła (to chyba właśnie przed świętami kłócimy się najwięcej). Śmieszny spektakl w teatrze życia… a zarazem smutny. Czy właściwie są magiczne święta? Pachnące piernikami, super oświetloną choinką a może tabletami pod choinką, czy fałszywymi pogaduchami z rodziną męża/żony których nie lubimy ( a kto lubi lustrację i inwigilację w swoje życie osób z którymi nie ma się tak to nazwijmy ładnie wspólnego języka?), a może dla niektórych świetna okazja do upragnionego odpoczynku i przepicia śledzia wódką… ? Nie wiem nic z tych rzeczy nie kręci mnie za bardzo. Muszę przyznać, że od paru lat zaczęłam troszkę inaczej patrzeć na święta, a to za sprawą męża. Jednakże nie czuję by to jednak było to czego bym chciała.

 

Uważam, że jeśli nie poukładamy sobie relacji ze swoimi bliskimi, ogólnie z ludźmi, nie oczyścimy sumienia z tego i owego to nigdy nie wyjdziemy z tego marazmu. Skłamałabym gdybym powiedziała, że te wszystkie symbole, prezenty, te zapachy świąt, te przysmaki nie są miłe. Są i to bardzo. Ale czy to jest właśnie magia świąt. Raczej nie… i to hasło mojej mamy…”święta, święta i po świętach”- jakże prawdziwe.