Dziś krótko, nie będę się za bardzo rozpisywać. Myśl, że dawanie coś od siebie komuś jest lepsze aniżeli branie jest prawdą. Myślę, że sprawdza się to jeżeli mamy szczere intencje. Ale dziś nie o tym chcę napisać, ale o sztuce mówienia komplementów w ogólnym tego słowa znaczeniu. Mam na myśli szczere docenienie drugiej osoby, jak i jej rąk ewentualnych wytworów materialnych. Szczere, czyli nie tzw. lizanie tyłka, ale po prostu trafne do danej sytuacji stwierdzenie stanu faktycznego.

 

Swojego czasu nie stosowałam tego w swoim życiu. Sądzę, że wynika to ze tkwiącej w mojej mózgownicy myśli, że jak powiem komuś coś miłego, to ona pomyśli że albo kłamię, albo chcę się podlizać, albo najzwyczajniej osobie takiej uderzy sodówka. Czasami się też wstydziłam. Nie widziałam jednak ile radości daje widok osoby, której taki szczery komplement powiemy. I nie ważne, czy to jest mężczyzna, kobieta, nastolatek, czy starszy człowiek.

 

Każdemu należy się miłe słowo. A niestety częściej się ranimy… . Nie wstydźmy się, nie traćmy czasu na stereotypy i mówmy sobie dobre rzeczy. Czy to koleżance/koledze w pracy, czy to ukochanej osobie, czy swoim dzieciakom. Tak dla poprawy humoru, na co dzień, bez okazji, bez oczekiwania na rewanż  :-D