Pisałam już wcześniej o trudnościach z jakimi przyszło mi się zmierzyć podczas pracy w sklepie z artykułami rtv/agd ( wpis ). Na szczęście dziś to tylko złe wspomnienia,bo pracuję gdzie indziej choć niestety nie wiem na jak długo ( taki kraj) uda mi się zachować aktualną posadę i nie trafić znów do jakiejś sieciówki… .

Dziś chciałabym poopowiadać inne smaczki z tejże branży. Historia nie tyczy się bezpośrednio mnie, lecz osoby z mojego bliskiego otoczenia. Morał mogę przytoczyć już teraz… Nie ważne gdzie pracujesz- klienci bywają naaaprawdę wymagający i bezczelni. Przejdę jednak do sedna.

Opowieść dotyczy dość prestiżowego salonu z obuwiem. Praca na pozór dość przyjemna, lecz nie polegająca wbrew pozorom na staniu i nic nie robieniu. Ale nie o tym chcę pisać, lecz o nie zawsze zabawnych historiach z jakimi na co dzień muszą się zmierzyć ekspedienci.

 

Proszę mi uwierzyć to w 100 % prawdziwe historie.

 

Historia nr 1

 

Ostatnio w sezonie letnim bardzo popularnym obuwiem były gumowe japonko-sandałki. Jak wiadomo obuwie rozeszło się jak ciepłe, dobre bułeczki. Ostatnią parę obniżono do ceny 10 zł- kupuje je młoda dziewczyna. Przychodzi za parę dni. Prawie z płaczem mówi: ” proszę pani dwa koraliki mi odpadły.. no co ja teraz zrobię, proszę coś zrobić…” no cóż.. (pewien komentarz mi się ciśnie na usta..)sprzedawca uznał reklamację, gdyż wykłócanie się o 10 zł nie miałoby kompletnego sensu,a tym bardziej naprawa klapka za 10 zł…

 

Historia nr 2 (powielona n-ty raz, zarówno klienci jak i klientki z różnorakim obuwiem)

 

Klientka przychodzi po miesiącu do sklepu z jej zdaniem przypadkowo uszkodzoną baleriną ( oczy sprzedawcy widzą jednak co innego: wypocony, obłocony, rozdarty niczym krokodyl z otwartą paszczą, który czeka aż wpadnie mu jakaś zdobycz, maksymalnie wyeksploatowany but). Co jest jednak najbardziej absurdalne: klientka żąda reklamacji… A co… według niej się należy.

 

Historia nr 3 (powielona n-ty raz)

 

Rodzice z dziećmi… rodzic zajęty sobą, dziecko zajęte spacerem po galerii, albo demolką wystawy sklepowej czy też obuwia… .

 

Historia nr 4

 

Traktowanie sprzedającego jako służącego i wchodzenie do sklepu jako święta krowa (nie odpowiada na dzień dobry) z klapkami na oczach… ,proszę mi znaleźć tego buta.. (klient stoi koło niego), proszę mi nakleić tą zapiętkę.. no bo ja nie umiem…

 

Historia nr 5-Po prostu chamstwo i prostactwo

 

Do sklepu wchodzi młoda kobieta. Chce zwrócić buty, które akurat nie nadają się już do zwrotu/naprawy, tym bardziej do zwrotu gotówki. Sprzedawca grzecznie tłumaczy.. przykro mi nie możemy tego uznać, bo but jest mocno zniszczony.. klientka (prawie płacz)… „ale co ja zrobięęęę.. jak pojadę do domu.. nie mam na bilet…(no sorry może sprzedawca da z kieszeni?)”. Sprzedawca: ale ja nic nie mogę zrobić…. Klientka (prawie już w furii…), „a jeb..ie się”… i wybiegła ze sklepu…

 

Historia nr 6 Klienci- reklamujący recydywiści

Przychodzą przynajmniej raz w miesiącu… kupują, zwracają,zwracają, kupują… mają już nawet imienne teczki… .

 

Wiele jeszcze można by opowiedzieć. Klienci są, byli i będą różni. Owszem każdy ma prawo zwrócić towar, gdy coś jest nie tak, ale nie bądźmy śmieszni.. wypocony, śmierdzący but, obłocony but, czy „bo obdzierał w piętkę” to nie powód do wymiany obuwia. Wymagajmy, ale nie bądźmy bezczelni… .